Halloweenowe przemyślenia nad sensem trudzenia się

Halloween – najgłupsze święto na świecie, idiotyzm, a ja muszę brać w tym udział. Taką mam pracę – organizuję czas wolny, dostarczam rozrywki, kulturalnych atrakcji itp. Po dzisiejszym dniu zachciało mi się rzucić to wszystko. Obchodzenie Halloween kłóci się z moim sumieniem, a jednak biorę w tym udział. Ten wewnętrzny dysonans męczy. Zauważyłam, że robię tak wiele rzeczy, które są wbrew moim przekonaniom i zaczynam mieć tego dość.

Dzisiejsze, młode pokolenie nie ma problemu, żeby coś uciąć, zrezygnować, porzucić, przerwać. To wynik ciągłego używania Facebooka, Youtuba itp.

Nie trzeba być wytrwalym. Jak coś nie pasuje to można to usunąć.

Moja mama uczyła mnie, że jak coś zacznę to mam to doprowadzić do końca.

Więc męczyłam się z trudnymi życiowymi zadaniami, wyzwaniami itd

Dzisiejsze pokolenie idzie na łatwiznę. Po co się męczyć?

Jak coś jest za trudne to się to zostawia i szuka tego co lepiej idzie.

I wiecie co?

Zaczynam też tak myśleć…

Zmęczyły mnie trudy i przeszkody życia….

Oczywiście, wytrwałość jest cnotą, bezsprzecznie. Zawsze będę podziwiać ludzi wytrwałych do samego końca.

Ale ja wysiadam z tego wózka.

Spróbuję tak jak oni. Tylko to co łatwe i gładkie – to będę kontynuować.

Precz z waleniem głową w mur!

Co Wy na to?