Niespodziewane przeprosiny „pana bajkopisarza”

Poranek mijał jak codzień: kawa wypita, mundurek przedszkolanki założony, świnka morska nakarmiona, wczorajsze naczynia umyte, niskotłuszczowe i lekkostrawne śniadanie do pracy oraz lunch zapakowany i wsadzony do plecaka. Teraz tylko wymasować i uczesać włosy moją szczotką z metalowym włosiem.

Dokonując tej ostatniej czynności zauważam powiadomienie na Whatsappie, że ktoś wysłał mi wiadomość. Prawie w ogóle nie korzystam z tej aplikacji więc ze zdumieniem wczytuję się w nadesłaną treść.

” Hej Sylka, dostałem wizę do strefy Schengen, będę w Niemczech. Chciałbym odwiedzić Ciebie w Polsce, jeśli się zgodzisz…”

Trudno mi się skupić na dalszym czytaniu, bo nie mogę uwierzyć swoim oczom. To Praveen Ratna Kumar z Nakkapalli, założyciel i dyrektor Grace Children Ministries India.

No ma tupet! No jaki bezczelny! Jak gdyby nic się nie stało, jakbyśmy byli od zawsze dobrymi przyjaciółmi – czy mogę Cię odwiedzić?! Zabawić w Twoim domu dwa, trzy dni, i zwiedzić z Tobą okolice!!

Chce się spotkać!..Ciekawe jaki ma w tym cel?!

Czuję jak się wszystko we mnie gotuje. Jakiś przypływ adrenaliny. Pedałuję do pracy jak w amoku, nie mogę się skupić na drodze. Jakby mnie kto rąbnął w łeb. No popatrzcie państwo jak sobie spryciarz poradził! Już znalazł kogoś, ktoś go zaprasza i jeszcze z pewnością finansuje wizę do Europy! Cały poranek, aż do lunchu chodzę rozkojarzona. Obrazki z przeszłości przemykają mi przed oczami. Twarze, miejsca, indyjskie dzieci, emocje, słowa…

Co zrobić? Zignorować w angielskim stylu, czy odpisać? Odpisuję zwięźle i sucho.

” Gratuluję wizy do strefy Schengen. Niestety ja mieszkam w Wielkiej Brytanii, nie w Polsce”

Wywiązuje się konwersacja. Powściągliwa i podejrzliwa z mojej strony, a z jego strony wylewna i pełna emocji.

Nie dziwi mnie to. Kilka lat miałam do czynienia z tym jego stylem i wszystko brzmiało bardzo znajomo.

Czytam wiadomość za wiadomością, o tym jak po moim odejściu ogarnęły go wyrzuty sumienia. Tak przyznaje, że nakłamał. Wymyślił historyjki o sierotach. A w rzeczywistości to były dzieci z jego kościoła. Nie, nie miał żadnego sierocińca, wszystko aranżował na moje wizyty. Przeprasza, ale miał marzenie, żeby pomagać biednym dzieciom, wdowom i trędowatym i dlatego tak zrobił. Potrzebował funduszy na realizację tych marzeń.

Wie, że źle, dlatego przychodzi teraz i prosi o wybaczenie. Nie chce, aby ciągnęła się za nim ta sprawa przez całe życie. Chce się pojednać. Przecież każdy zasługuje na drugą szansę, kiedy przychodzi i wyznaje, i prosi aby mu wybaczono .

Bardzo chciałby się spotkać osobiście ze mną w Polsce, spotkać też z innymi, którzy wysyłali pieniądze na jego nieistniejący sierociniec.

” Tak sierocińca nie było, dzieci miały rodziców, ale przecież kupowałem im ubrania, dostawały pomoce szkolne, itd. Nie jestem takim złym czlowiekiem. Nawet nagrodę dostałem w stanie Andhra Pradesh dla najlepszej organizacji pozarządowej. Teraz wszystko robię uczciwie, mam nowe plany, chcemy wybudować nowy, większy dom dla biednych dzieci i dać im dobrą edukację…Nic nie chcę od Ciebie Sylka – tylko pojednania. Chce spojrzeć Ci prosto w oczy i powiedzieć przepraszam…”

Dzielę się z moim mężem tą wiadomością. Stwierdza, że to dobra wiadomość i zgadza się, że każdy zasługuje na drugą szansę.

Zawiadamiam również Raju, że Praveen przyznał się do kłamstw, przeprasza i chce pojednania.

Młody chłopak z wyraźną ulgą ucieszył się, że Praveen przyznał się do oszustw. Jednak w jego sercu jest głęboka rana. Od najmłodszych lat znał Praveena, uważał go za mentora i przyjaciela, a on zrobił z niego, jego siostry i innych dzieci sieroty i posłużył się nimi do swoich celów. Uśmiercił ich rodziców za życia. Tego Raju nie może Praveenowi zapomnieć.

Wieczorem odpisuję, że oczywiście przebaczam. Jednak odbudowanie zaufania czy przyjacielskiej relacji to inna sprawa. Wymaga szczerej woli, trudu i czasu. Doceniam to, że przyznał się do kłamst i przeprosił, ale nie jestem jeszcze gotowa na spotkanie się z nim w Polsce. Może pewnego dnia, kiedyś, gdzieś tam w Indiach.

Bóg wie.