Piękne święta

Takie jest życie. Z jednej strony słoneczko a z drugiej wichura. Jak w jednej dziedzinie się wiedzie to w innej się wali. Nie jest łatwo utrzymać się na powierzchni. Nawet dla wytrawnego pływaka. Życie to nieujarzmiony ocean.

Chyba trzeba przywyknąć.

2018 rok za pasem, 48 roczek mojego życia. I cóż to jest w porównaniu z wiecznością?!

A jednak wciąż czuję się jak smarkula. Jak ta 18 latka, która opuszczała dom rodzinny, aby udać się do dużego miasta „na swoje”.

Każde nowe wyzwanie w moim życiu przypomina mi tamten czas. To samo, powtarzające się wrażenie bycia rzuconą na głęboką wodę, gdzie trzeba nieźle się namachać, aby nie utonąć.

Przez całe życie czuję się jak młoda, niedoświadczona podlotka, która wszystko robi po raz pierwszy!

W pracy stawiają mi coraz to nowe wymagania, zmienił się bowiem menadżer.

Pierwsza myśl to uciec, iść tam gdzie jest łatwiej, gdzie jest milej, gdzie idzie jak po maśle. No ale druga myśl to żeby się nie poddawać i spróbować sprostać nowym wymaganiam.

A więc robię co potrafię, aby dać radę.

Na horyzoncie urlop w Indiach – no więc spinam tyłek.

Jeszcze niecałe trzy tygodnie i luz.

Chociaż trudno jest się tak całkiem wyluzować. Zawsze się myśli o rodzinie, dzieciach, jak sobie poradzą itd.

Będę dobrej myśli.

Trzeba być dobrej myśli.

Tego roku święta minęły nadzwyczaj miło, spokojnie i rodzinnie. Były piękne.

I dla takich chwil warto żyć. I tylko takie chwile wspominać.