Nic nie mogę zaplanować!

Ostatnie dwa miesiące obfitowały w różne sytuacje, okoliczności, nagłe zwroty biegu życiowych zdarzeń itp, że stwierdziłam iż niczego nie mogę zaplanować!
Nic nie wychodzi tak jak liczyłam. Nic nie jest pewne. Nawet nie chodzi czy to  są złe czy dobre wydarzenia. Zaskakuje mnie po prostu to, że nic nie idzie po mojej myśli. Jakby pojazd sam jechał gdzie chce, pomimo że usilnie staram się nim kierować.
Szczególnie w odniesieniu do działań mojej fundacji – wszystko umyka, wyślizguje się.
Mój styczniowy wyjazd do Indii też jest pod wielkim znakiem zapytania.
Ale może to dobrze. Może muszę stanąć obok, podrapać się w głowę i zatrzymać na chwilę, aby wyciągnąć wnioski.
Nie lubię uchodzić za osobę niesłowną i niewiarygodną, a niestety takie ostatnio sprawiam wrażenie.
Nic z tego co mówię innym, że zamierzam zrobić – nie wychodzi!
I to nie z mojej winy.
Po prostu okoliczności tak bardzo przeszkadzają w realizacji zamierzeń.
No nic, tragedii żadnej nie ma.
Widocznie tak czasem w życiu bywa.

Zamknięcie programu adopcji serca w Indiach

Od trzech lat prowadziliśmy program adopcji serca w kilku ośrodkach w Indiach. Co miesiąc opiekunowie z Polski wysyłali swoim podopiecznym kwotę 100 zł, która wystarczała na zaspokojenie ich podstawowych potrzeb.

Zeszłego roku zakończyłam ten  projekt w Nakkapalli i Prathipadu. A teraz także i w Dommeru.

Krótko mówiąc – adopcja nie wypaliła.

Moje wnioski są takie, że aby móc prowadzić rzetelnie taką działalność trzeba być tam na miejscu, mieszkać tam, a nie wpadać raz w roku na krótki czas.

Jeśli adopcję serca zostawimy Hindusom, będą robili to po hindusku, ze swoją zdolnością do opowiadania bajek o sierotkach, wytwarzania różnorodnych papierków i  zaświadczeń o jakie ich poprosimy, niestety nie mających nic wspólnego z rzeczywistością.

Jeżeli więc  coś nie działa to należy to zostawić.

Najlepiej skupić się na tych projektach, które się sprawdziły.

WEMP czyli  wyprawa edukacyjna z młodzieżą polską do Indii – to był świetny pomysł. Zaowocował tym, że młodzież sama wyruszyła do Azji, aby przeprowadzać warsztaty edukacyjne z dziećmi. Aktualnie realizowany jest ich samodzielny projekt – KreAzja.

Projekt „Mleczny bawół” jest też udany. Dzieciaki uczą się dbać o bawolicę Gangę.

W planach jest kupno kolejnych zwierząt i otwarcie punktu mleczarskiego.

Mój wniosek na temat Indii jest taki, że przekazywanie darów i pieniężnych datków to tylko doraźna pomoc.

To co należy wspierać to edukacja i lokalny biznes.

I na tym się skoncentrujemy  teraz i w następnym  roku.

Fundacji trzecie urodziny

Z okazji trzeciej rocznicy działalności Fundacji należy się kilka słów odnośnie  obecnego jej kształtu.

Po powrocie z Indii w 2013 roku założyłam swoją własną fundację, gdyż bardzo chciałam  odmienić los indyjskich sierot na lepszy.

Nie mam ambicji tworzenia wielkiej organizacji.

Ot po prostu, ja, Sylka, pomagam drugiemu człowiekowi – chcesz to pomagaj ze mną.

Nie dostałam żadnych dotacji, środki pomocowe wpływają od darczyńców. Jest ich około dwudziestu osób. Różnie.  Większość to Ci, którzy mnie znają osobiście. I tyle.

Mieszkam i pracuję w Wielkiej Brytanii, w Polsce do tej pory pomagały mi moje wolontariuszki. Teraz same wyjechały za granicę.

Praca najpierw. Jak człowiek ma robotę i godną zapłatę to i drugiemu człowiekowi może pomóc.

Do tego każdego  zachęcam.

W Polsce mam asystentkę biura Fundacji, a  inne biuro prowadzi mi księgowość.

I tak po maleńku robimy co możemy.

Nigdzie nam się nie spieszy.

Planujemy kolejne wyprawy.

Planujemy mieć ludzi w Azji na stałe.

Planujemy, planujemy, planujemy

I działamy!

Teraz ekipa wolontariuszy o nazwie KreAzja przygotowuje się do dziewięciomiesięcznego pobytu w Azji, a ja chciałabym z kolejnymi uczestnikami i wolontariuszami ponownie odwiedzić Indie.

W Pakistanie też dawno mnie nie było….

Co miesiąc to co wpłynie na konto przeznaczamy na cele statutowe – czyli na konkretne projekty.

I tak to  mniej więcej wygląda.

Spotkania polsko-indyjskie w szkołach

25,26 stycznia spotkaliśmy się z dziećmi z dwóch szkół podstawowych koło Wrocławia. Najpierw dotarliśmy do NSP w  Zachowicach. Dzieci były bardzo podekscytowane możliwością zobaczenia i usłyszenia studenta, który przybył prosto z Indii.

Ashish Thomas był wolontariuszem podczas WEMP Indie 2015, przyleciał do Polski na dwa miesiące. Teraz opowiadał dzieciom o swoim kraju, zagrał na gitarze i przepięknie zaśpiewał w języku hindi.  Uczniowie z Zachowic przekazali dwie duże torby zebranych pluszowych zabawek, które wyślemy indyjskim dzieciom.

W Sadkowie słuchała nas cała szkoła. Dzieci zadawały pytania, były bardzo zainteresowane opowieściami o Indiach. Nie tylko Ashish pięknie zagrał i zaśpiewał, ale też Asia – nasza wolontariuszka, pięknie zatańczyła taniec bollywood. Tutejsze dzieci oprócz pluszaków zgromadziły wielki stos przyborów szkolnych dla indyjskich dzieci.

Następnego dnia dwie paczki około 20 kilogramowe zostały wysłane do Indii.

To były owocne spotkania polsko-indyjskie. Na pewno na długo zostaną w pamięci tutejszych uczniów.

spotpolin

 

 

 

Indie – twardy ugór

Minęło dwa lata odkąd założyłam Fundację. Zapowiadało się wspaniale. Szliśmy jak burza. Niestety w Indiach napotkaliśmy twardy ugór.

W czterech miejscach zaczęłam pracę, i dziś mogę powiedzieć, że nie udało się. Powód?  Zderzenie mentalności europejskiej i indyjskiej, działalność na odległość, brak zażyłych, przyjacielskich relacji.

Moje założenie było takie, że skoro ludzie mianują się chrześcijanami, pełnią pastorskie funkcje to będą uczciwi, przejrzyści, transparentni. Niestety bardzo się myliłam. Normalną sprawą dla nich było ukrywać i zatajać fakty, preparować historyjki chwytające za serce, byle tylko zdobyć finansowe wsparcie, nierzetelne rozliczać się z wydatkowania środków finansowych. Dodatkową przeszkodą były różnice kulturowe, częste obrażanie się, unoszenie honorem itp.

W tej chwili jestem zniechęcona. Straciłam zapał do pracy w  Indiach.

Nie straciłam zapału do pracy z dziećmi indyjskimi, ale rozczarowana jestem  tamtejszymi liderami, ludźmi prowadzącymi organizacje.  Dzieciaczki są wspaniałe….ale wyrastają w tamtejszych warunkach i uczą się tego samego, powielają wzorce przekazywane im przez starszych.

Tęsknię za Andhra Pradesh, za tamtejszą przyrodą, krajobrazami, za oceanem indyjskich, za Visakhapatnam….

Pokochałam południowe Indie.

Nie wiem kiedy i do kogo tam wrócę. Działalność ma tylko sens kiedy jest się tam na miejscu, żyje i  przebywa wśród tamtejszych ludzi – wtedy dopiero można efektywnie działać…Indie odkładam na półkę.

 

Ponadreligijna sztuka – refleksje po WEMPie

W szkole dla sierot w Dommeru nie mam pojęcia ile  rzeczywiście jest sierot. Zasadniczo w większości są to biedne dzieci z okolicy. Vidya Jyothi Educational Society oferuje im edukację z językiem angielskim. Wspiera te najbiedniejsze, pomaga w zakupie obowiązkowych mundurków, pomaga rodzinom dzieci w ich wyżywieniu. Organizacja jest chrześcijańska, ale do szkoły przychodzą uczniowie wyznający hinduizm czy islam.

Podobnie w państwowych szkołach w Prathipadu, które odwiedziliśmy. Dzieciaki były z różnych wyznań.

Przybywając tam w celu przeprowadzenia warsztatów artystycznych przyświecał nam jeden cel – zainspirować twórczo te dzieciaki.

Pokazywaliśmy im nowe pomysły na zajęciach plastycznych. Robiliśmy prace z suszonych liści, tworzyliśmy obrazy półprzestrzenne z kolorowych kółek, malowaliśmy z nimi farbami klejowymi. Najmłodsze dzieci po otrzymaniu kolorowanek , wypełniały pola non stop przez dwie godziny. Tak były wygłodniałe tej aktywności.

Składanie papierowych samolotów okazało się największym hitem  i frajdą. Z radosnym piskiem za każdym razem następowało puszczanie papierowych modeli jak najdalej.

Tańcząc z nimi popularne tańce świata doświadczaliśmy wspólnie tej samej radości.

Kiedy nasza wolontariuszka Patrycja tańczyła kręcąc poi  czy wywijając wstążką –   każdy chciał spróbować, zarówno hindus jak i chrześcijanin. Wszyscy tak samo się bawili.

W wiosce otoczonej górami ochoczo tańczyłyśmy kobiecy taniec plemienny z roześmianymi buziami nie wnikając kto w co wierzy.

Sztuka łączy. Taniec, muzyka, rysunek, malarstwo czy rzeźba to aktywność twórcza, która cieszy każdego człowieka.

To jest międzynarodowy język, którym możemy się komunikować.

I tak właśnie możemy  mówić innym o tym co jest dla nas najważniejsze, co nas cieszy, smuci czy niepokoi.

Podczas naszego pobytu w  Indiach chcieliśmy dać dzieciakom przede wszystkim trochę radości. Radości z tworzenia. Trochę kolorów i uśmiechu.

Mamy jedno życie i niedobrze jest gdy upływa w czarnych lub szarych kolorach….

„Miłuj bliźniego swego” rozumiem własnie tak – aby dać radość i szczęście drugiemu człowiekowi.

Szczęśliwszy jest ten, który daje niż ten który bierze…..

Kolorowanka

 

 

 

 

1,5 roku Fundacji

Już minęło  1,5 roku odkąd założyłam Fundację Dzieci Orientu. To ciągle małe dziecko, ale już zaczyna stawiać pierwsze śmiałe kroki.
Adopcja serca w Indiach to kluczowa działalność. Indyjskie sieroty z dwóch sierocińców są teraz pod naszymi skrzydłami.

Chcemy wybudować nową szkołę dla sierot w Dommeru.

Chcemy ich odwiedzić  i dać  wiele frajdy oraz inspiracji podczas artystycznych warsztatów – WEMP Indie 2015.
W Pakistanie koncentrujemy się na losie kobiet i dzieci.  Pomagamy wdowom i sierotom, ubogim rodzinom, wspieramy Centra Krawieckie. Chcemy widzieć w tym kraju silne i szczęśliwe kobiety oraz zadowolone dzieci.  Mamy dwa projekty w Sargodzie „Dozywianie wdów i sierot” oraz w Khaliq Pura ” Dożywianie najuboższych dzieci”.

Również w Pakistanie rozpoczynamy  „Projekt Dhol” mający na celu rozwój i promocję kultury Punjabu, poprzez fundowanie uzdolnionej młodzieży  gry na instrumencie dhol oraz naukę tańca bhangry.
W miarę możliwości staramy się reagować na wszelkie nagłe tragedie czy żywioły i organizować akcje humanitarne.
Oby tak dalej !

 

WEMP Indie 2014

Wyprawa edukacyjna z młodzieżą polską do Indii odbyła się w dniach 08.02.2014 – 27.02.2014.

Głównym celem było przeprowadzenie zajęć artystycznych z  indyjskimi dziećmi  w Szkole dla Sierot –  Vidya Jhyoti Educational Society w Dommeru, Andhra Pradesh , Południowe Indie, a także w Rodzinnym Domu Dziecka  „River of Life” w Prathipadu, oraz w Domu Dziecka „Flying Kites” w Nakkapalli.

Uczestników było czterech, w tym dwoje młodych wolontariuszy. Artur Przybylski  przeprowadzał warsztaty z klasycznego tańca indyjskiego – kathaku, a Jędrzej Rayski  prowadził warsztaty komiksowe.

Sylka Rayska prowadziła z dziećmi  zajęcia taneczne  oraz plastyczne.

Adam z Londynu przyjechał, aby zobaczyć się ze swoją adoptowaną na odległość córeczką. Jednak chętnie dawał dzieciom lekcje geografii oraz pomagał im w każdej trudnej sytuacji.

Indyjskie dzieci z ogromnym zainteresowaniem brały udział w warsztatach. Wielką popularnością cieszyły się zabawy taneczne np. tzw „Kaczuchy”. Staraliśmy się szerzyć polskość wśród indyjskich sierot. Polegało to na nauce tańców polskich jak : krakowiak, trojak, grozik itd, śpiewaniu polskich piosenek,  uczeniu polskiego alfabetu i podstawowych polskich zwrotów,  gotowaniu  rosołu, czy smażeniu drożdżowych racuchów.

Z pewnością przybliżyliśmy im  nasz kraj. Wielu z nich bardzo pragnie odwiedzić któregoś dnia Polskę.

Dziękujemy  sponsorom pomocy dydaktycznych : Szkole Podstawowej w Gniechowicach oraz Misji na Wschód. Kupiliśmy farby, kredki, kleje, bibułę kolorową, styropianowe kuleczki, bloki, flamastry, nożyczki, papier kolorowy, brystol, markery, cienkopisy, balony itp. Wszystko zostało użyte podczas warsztatów i pozostawione do dalszej  dyspozycji.

Turystyczny cel wyprawy również został zrealizowany.

Odwiedziliśmy kilka najpopularniejszych miejsc w Delhi, jeździliśmy nad rzekę Godavari w okolicach Kovvuru, zrobiliśmy wycieczkę do wiosek plemiennych mieszkających w dziewiczej dżungli, chlapaliśmy się u stóp wodospadu, zażywaliśmy kąpieli w Zatoce Bengalskiej w Visakhapatnam, obserwowaliśmy życie indyjskich chrześcijan, kosztowaliśmy indyjskich smakołyków pod każdą postacią.

Najcenniejsze jednak dla nas są relacje i przyjaźnie zawarte w Indiach. Zostawiliśmy tam serce i chcielibyśmy  wrócić.

Wszystkich chętnych zapraszamy na kolejną wyprawę na przełomie stycznia i lutego 2015 roku. Mamy nadzieję, że będzie równie udana i wspaniała jak tegoroczna.

Wszystkim darczyńcom i sponsorom dziękujemy z całego serca!SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Opowiadam o Indiach

Od samego początku po powrocie z Indii opowiadam o swojej podróży. Dzielę się  tym, co tak bardzo mnie tam poruszyło. Pragnę uwrażliwić jak najwięcej osób na los indyjskich sierot. Zależy mi na tych dzieciach. Marzę, aby ich świat nabrał kolorów. Pragnę poruszyć  serca polskiej młodzieży, dorosłych oraz osób starszych. Te dzieci wołają o wsparcie. Postanowiłam, że będę robić co mogę, aby  im pomóc. Wierzę, że to ma sens.  Kiedyś nam pomagano, teraz my możemy dać coś od siebie.

talkind

Opowiadałam na kameralnych spotkaniach, w kawiarenkach,  w Gminnym Ośrodku Sportu i Rekreacji  w Kątach Wrocławskich, W Kościele Zielonoświątkowym w Kostrzynie, W Kościele Baptystów we Wrocławiu. Przede mną spotkania w szkołach podstawowych i w kościele w Międzyrzeczu.

Docieram do ludzi nie tylko przez Facebook.

Wiem, że to jest najważniejsze – bezpośrednie spotkania z ludźmi.

Na razie jestem ograniczona czasowo. Ale mam nadzieję, że niebawem takich wydarzeń  będzie więcej.

Poniżej, dla wybitnie zainteresowanych, relacja audio z mojego pierwszego wystąpienia w Restauracji Duet we Wrocławiu, 24.02.2013

O Indiach w Duecie

 

Pomoc humanitarna dla rannych w ataku na kościół w Peszawarze

22 września, niedziela. Zaglądam na Facebook, a tam czytam na profilu mojego przybranego  siostrzeńca z Pakistanu, że setki ludzi zostało rannych i zabitych  w ataku na kościół w Peszawarze ! Ta niedziela jest smutna, w Pakistanie płacz. Dwaj samobójcy wysadzili się w powietrze, kiedy wierni wychodzili po nabożeństwie.  Zabili ponad 200 osób, ciężko ranili drugie tyle.

Od razu informuję o tym na swoim profilu na Facebooku. Okazuje się, że media tylko napomknęły o tak strasznym ataku, drugiego dnia już milczą.

Ludzie potrzebują pomocy. Uważam, że cały chrześcijański świat powinien zewrzeć szyki i pospieszyć z pomocą dla ciężko rannych. Brakuje na lekarstwa, ludzie cierpią niewyobrażalnie.

Niestety nie widzę chrześcijańskiego „pospolitego ruszenia”.

Trudno. Fundacja „Dzieci Orientu” ogłasza zbiórkę na lekarstwa dla rannych poprzez Facebook.  Jest odzew. Darczyńcy ślą na konto fundacji pieniądze na leczenie. Jest to dla mnie ogromną radością! Udało się zebrać 700 zł !  Jestem wdzięczna : Joli, Asi, Erice,Ewie, Karolinie, Julicie, Danucie,Monice, Basi, Ewie!

W moim zaprzyjaźnionym kościele  w Sargodzie też robią kolektę. Udaje im się zebrać drugie tyle.

Teraz tylko załatwić samochód do Peszawaru, bo autobusem jest niebezpiecznie i moi przyjaciele zawożą pieniądze rannym. Pastor Hizkiel Barkat – mój przybrany pakistański brat, oraz Pastor Shakeel i Pastor Anjum docierają na miejsce z pomocą.

pastors

Po powrocie zdają mi relację:

– Płakaliśmy, cały czas płakaliśmy. Ludzie stracili najbliższych : mężów, dzieci, żony, matki, ojców. Stracili kończyny, są niewyobrażalnie poparzeni…Płakaliśmy….

Ostatecznie z pomocą miejscowych chrześcijan pastorzy z Sargodhy chodzili od domu do domu, przekazując koperty z finansową pomocą dla najciężej rannych.   Wielu jest już w swoich domach, ale czeka ich długotrwałe leczenie, kolejne operacje itp.

niunia700

Akcja pomocy humanitarnej dla chrześcijan z Peszawaru dalej trwa. Można nadal  wpłacać pieniądze na konto fundacji na ten cel. W okolicach Bożego Narodzenia chcemy dotrzeć z kolejnym wsparciem finansowym na lekarstwa.