Chcesz pomagać w Indiach czy w Pakistanie? Przeczytaj to

Nie lubię udzielać porad. Zawsze czuję się za mało kompetentna. No, ale pięć lat działalności  dobroczynnej w Azji myślę, że daje mi jakieś pojęcie o tym co robić a czego nie robić podejmujac się pracy charytatywnej w tym rejonie świata.

Po pierwsze:  motywacja jest bardzo ważna,

Trzeba sobie zadać pytanie “dlaczego?” Dlaczego w ogóle się do tego zabieram. Następnie uczciwie sobie na nie odpowiedzieć. Jeśli nie wiemy dlaczego – lepiej dać sobie spokój już na samym początku. Nie ma sensu brnąć w coś do czego nie mamy przekonania.

Po drugie: nie pomagaj w ciemno

Facebook jest super miejscem do zapoznawania  nowych ludzi, ale nie można bazować tylko na nim kiedy chcemy zaangażować się w działania charytatywne. Sprawdź  ludzi, organizacje, najlepiej jak możesz. Popytaj, poszukaj w internecie, może jest jakiś feedback. Nie ignoruj ostrzeżeń, w tym rejonie świata jest mnóstwo naciagaczy.

No chyba, że nie dbasz o to czy Twoje pieniądze trafiają tam gdzie zostały przeznaczone, czy też są defraudowane. Jeśli nie obchodzi Cię to, to ok. Ale jeśli chcesz skutecznie dokonywać zmian na lepsze przez swoje darowizny, to sprawdzaj. Najmniejsze wątpliwości oznaczają, że ktoś coś kręci. Uczciwi ludzie odpowiedzą na wszystkie Twoje pytania, rozwieją wszystkie Twoje wątpliwoci, nie będą mieli niczego do ukrycia. Ci co kradną i kłamią, bedą Cię zwodzić i manipulować Tobą na wszelkie sposoby.

Po trzecie: współpracuj z zaufanymi osobami

I to jest NAJTRUDNIEJSZA rzecz – znaleźć w Indiach czy Pakistanie zaufanych ludzi.

Ja  nie potrafię współpracować z kimś do kogo nie mam zaufania. Jest takie powiedzenie, że aby kogoś poznać trzeba z nin zjeść beczkę soli.

Więc potrzeba na to czasu. Wszystko wychodzi “ w praniu”, czasem po latach!

Trudno znaleźć lokalnych społeczników, aktywistów, czystych pasjonatów którzy chcą w Indiach czy Pakistanie pomagać i zmieniać los innych na lepsze, bez czerpania z tego własnych korzyści. Nie ma  tam wolontariuszy, nie ma ludzi bezinteresownych – a jeśli takowych  znalazłeś, to znalazłeś skarb.

Po czwarte : poznaj kraj, ludzi, obyczaje, kulturę i potrzeby.

Nie uszczęśliwiaj nikogo na siłę jeśli tego nie chce. Nie forsuj swojej wizji świata. Pomagaj tam gdzie o tę pomoc proszą, Odpowiadaj na potrzeby, a nie narzucaj się ze swoimi pomysłami i ideami. Z drugiej strony nie bój się konfrontacji, różnic kulturowych, rozmawiaj i dyskutuj dużo. Ješli Twoje innowacje mogą przynieść progres, warto zachęcić lokalnych ludzi  do otwarcia się na nowe rozwiązania.

Po piąte: nie przejmuj się porażkami, działaj długofalowo.

Większość z nas lubi slyszeć o spektakularnych akcjach, cudownych zmianach, a tak naprawdę pomoc rozwojowa to regularne działania mniejsze i większe, które składają sie na stopniowe zmiany.  Często wydaje się, że efektów nie widać. Zobaczymy je dopiero po latach.

Nie ma znaczenia czy działasz prywatnie czy z ramienia jakiejś organizacji – działalność dobroczynna to bardzo szlachetna  sprawa, nie trać ducha.

Ja planuję następne dwadzieścia lat kontynuować pomoc rozwojową i humanitarną w Azji, a na emeryturze to po prostu chce się tam przeprowadzić 😀 😀

Oby Bóg dał zdrowie.

Pozdrawiam wszystkich ludzi dobrej woli! 🙂

Andhra Pradesh? Chyba zostanę ekologiem….

Mam nieustający  sentyment do stanu Andhra Pradesh w Indiach,  mimo że za każdym razem spotykają mnie tam  różne  negatywne doznania….Tym razem były ekstremalne.

Już pierwszego dnia, kiedy wszyscy spali pobiegłam na plażę w Visakhaoatnam.

O poranku kąpielą morską raczyły się tłumy mężczyzn. Kobiet nie było widać…. Cóż – mężczyźni w tym kraju to uprzywilejowany rodzaj ludzki…Mój wzrok od razu padł na walające się wszędzie kupy śmieci.

Zamiast delektować siè morską bryzą zaczęłam sprawdzać kosze na śmieci – były puste. Odpadki fruwały tu i tam, papiery wirowały w powietrzu, a morze wypluwało szmaty, zgniłe wieńce kwiatów itp itd.

Piasek był miejscami po prostu czarny, a to za przyczyną ścieków wpływających prosto do zatoki,  co paręnaście metrów…. ściek za ściekiem.

Hindusom jednak nie przeszkadzało to w niczym, nie ujmowało radości pluskania się w zanieczyszczonej wodzie…..

Tak więc już na samym początku mojej wycieczki zderzyłam się z prawdziwym obliczem  Indii – ignorancją wobec środowiska naturalnego.

Hindusi rzucają śmieci wszędzie – w domu na podłogę, za płot, na chodniki, na pobocza, na ulice, w lesie, na polu, na plaży, do rzeki, do oceanu – śmieci i ekstrementy są jak okiem sięgnąć.

Śmieci się zmiata na kupki. Od wczesnego ranka kobiety skrupulatnie omiatają swoje posesje. Poranek to szuranie miotły, tumany kurzu i piachu oraz swąd dymu. Śmieci się spala za murami ogrodzeń. Dym palonych śmieci to zapach Indii.

W dużych miastach ekipy sprzątające zaczynają swoją pracę też o świcie. Trąbienie pojazdów, szuranie mioteł, czasem śpiewy z pobliskich świątyń to odgłosy indyjskiego poranka.

Jest coraz więcej rządowych kampanii na rzecz sprzątania kraju. Ale złe nawyki, które tkwią w ludziach nie tak łatwo zmienić. Jedyna myśl, która mi przychodzi do głowy to edukacja. Zajęcia z ochrony środowiska od przedszkola poprzez cały okres obowiązku szkolnego. Niestety takich zajęć nie ma. Akcent położony jest na przyswajanie gigantycznych ilości zbędnej wiedzy z zakresu języka, religii, matematyki, fizyki itp, metodą pamięciową,  metodą rozwiązywania testów, – ważne są punkty. Uczniowie, którzy uzyskują najwyższe wyniki są uwieczniani na potężnych banerach, wystawianych na ulicach, do publicznej wiadomości.

Więc, nie jest ważne wspólne dobro kraju jakim jest naturalne środowisko, czy  praca zespołowa na rzecz poprawy życia wszystkich mieszkańców, tylko kult jednostek inteligentniejszych, lepiej urodzonych, bogatszych itd.

Zderzenie z tradycyjną indyjską mentalnością to kolejny problem..

Czasem wydaje się, że masz przed sobą jakiś otwarty umysł, ale po głębszej konwersacji okazuje się, że to kolejny twardogłowy.

Przywiązanie do tradycji, religii często jest silniejsze niż racjonalne myślenie.

Przebywając głównie w środowisku wiejskim, bardzo wyraźnie to mogłam zobaczyć.

Patriarchat ma cały czas wielką moc, a głos kobiet jest cichy, ledwo słyszalny, lub wcale.

Ukradkiem, kiedy mężczyźni są nieobecni poruszam drażliwe kwestie w rozmowach z kobietami.  Dotykam tematu szczęścia, pragnień i marzeń…otwierają swoje serca, zwierzają się, z lekkim strachem w oczach, aby mąż, starszy brat czy ojciec się o tym nie dowiedział…..

I to jest ten moment, kiedy łzy same napływają  mi do oczu….

Wiem, że pomimo tylu  wkurzających, nieprzyjemnych, frustrujących doznań znowu tam wrócę…

Dla nich. Dla indyjskich kobiet….

 

Zaszufladkowano do kategorii Indie

Indie w piątej odsłonie

Znowu leżę na swojej sofie z iPhonem w ręce. Wszystko jest takie samo jak było przed wyjazdem, jakby nic się nie wydarzyło, jakbym tak tutaj leżała cały czas…Otulam twarz szlafrokiem, ale nic to nie pomaga. Mój nos  jest lodowaty i tak będzie przez kolejne miesiące. Nie będę mogła zagrzać nosa… Dopiero w lipcu, albo w sierpniu słońce mocniej zaświeci.

Tak, w lipcu lub w sierpniu wezmę córy i pojadę gdzieś nad morze, lub w góry… byle odpocząć. Po prostu usiąść na trawie i spojrzeć w niebo….

W Indiach nie odpoczęłam. Wróciłam nawet bardziej zmęczona niż przedtem.

Po moich nieprzyjemnych doświadczeniach z hinduskimi działaczami organizacji charytatywnych w poprzednich latach,  postanowiłam, że dam sobie spokój z byciem „Matką Teresą”.

Indie? Teraz tylko turystycznie.

Owszem, w Rajapudi są bardzo uczciwi ludzie, więc jeśli jakaś działalność dobroczynna to tylko z nimi.

W tamtym roku postawiłam sobie za cel  udowodnienie, że w Andhra Pradesh można wspaniale wypocząć i cudownie spędzić urlop. Zachwycona i oślepiona, bagatelizując wszelkie wady tego pomysłu zachęcałam do spędzenia wakacji właśnie tu.

Chociaż, kiedy ponownie w ciągu całego roku przeglądalam nakręcone filmiki zdawałam sobie sprawę, że ściemniam, koloryzuję, nie pokazuję rzeczywistości takiej jaka jest.

Może to moja natura – widzieć zawsze jasną stronę medalu.

Prawda jest taka, że w tym roku dotarła do mnie pełna świadomości tego, że Andhra Pradesh nie jest miejscem na wypoczynek, urlop, wakacje. A jeśli nawet to trzeba się bardzo starać i uparcie szukać miejsc czystych, spokojnych, gdzie choć na moment można przycupnąć i się zrelaksować.

Moja fascynacja tym indyjskim stanem  przypomina  dziewczęce zauroczenie przystojnym chłopakiem. Widzisz młodego boga, same zalety, ideał, Po ślubie zaczynasz dostrzegać pewne wady, ale ciągle jeszcze idealizujesz . Z upływem lat widzisz już tylko same wady, żadnych zalet i stukasz się w czoło, że byłaś taka głupia, naiwna i ślepa.

W moim „romansie” z Andhra Pradesh doszłam właśnie do fazy, gdzie widzę prawie same wady.

Zanieczyszczenie środowiska do granic możliwości, smród obrzydliwy, wszędobylska globalizacja, wkurzający patriarchat, tępota hinduskiej mentalności….itd, itp Mogłabym przytaczać wiele epitetów.

Czy to czas, aby się rozstać?

Wciąż jednak wierzę w czyste plaże, w dziewiczą dżunglę, w ludzi dobrej woli….

Więc chyba nie do końca wszystko we mnie umarło…

Jeśli do Andhra Pradesh to kulturoznawczo, edukacyjnie, z jakimś celem, zadaniem, projektem, ale nie na wypoczynek, nie turystycznie.

STANOWCZO ODRADZAM!

No chyba, że ktoś się lubi zmęczyć, nawkurzać, naprzeklinać…. 🙂

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Indie

Bilet do Delhi

Odświeżam stronę lotów już niemalże obsesyjnie. Koniec listopada a ceny wcale nie są takie złe. To nieprawda, że im wcześniej kupisz tym taniej. Ceny skaczą w dół lub w górę każdego dnia, niezależnie     od tego kiedy masz lecieć. Po prostu trzeba trafić na ten jeden jedyny, szczęśliwy moment. Moje konto jest wystarczająco na plusie, ale im taniej wystartujesz tym więcej środków masz na resztę wycieczki.

Ostatnio sama zwiedzałam turystyczne atrakcje Andhra Pradesh. Teraz chcę tam zabrać przynajmniej kilkoro dzieci z wioski.

Mam na to fundusze, które uzbierała ekipa KreAzji, mam bardzo dobrego koordynatora na miejscu, teraz muszę tylko dobrze finansowo wystartować.

***

– Kamil zaprasza nas do siebie. To jego urodziny – oznamił małżonek

– No to skoczmy po jakiś prezent dla niego – sugeruję, kiedy ruszamy naszym busem spod budynku domu opieki, w którym pracuję.

Kamil to nasz serdeczny sąsiad. Można na niego liczyć o każdej porze dnia i nocy.

Mąż wybrał na prezent linę do holowania samochodu i latarkę.

– Kupmy chociaż czekoladki! – oponuję, sięgając jeszcze po ozdobną torebkę na podarunek.

U Kamila i Oli zebrało się kilka polskich par. Żywiołowe córki  naszego sąsiada oraz  dwie inne, które przyszły w gości robiły taki raban jak cała klasa szkolna.

Pomiędzy rozmowami odświeżałam w moim telefonie stronę lotów do Delhi.

Zamrugałan powiekami. Czy ja dobrze widzę? Cena biletu spadła o 100 funtów w dół! Czyżby to z powodu „ Black Friday”?

Zerwałam się momentalnie, chwyciłam moją czerwoną kurtkę, rzuciłam jedno zdanie, na temat obniżki biletu po czym wybiegłam udając się do domu. Mieszkamy na równoległej ulicy więc w parę minut byłam już u siebie, dokonując jakże upragnionej transakcji.

Otrzymawszy potwierdzenie rezerwacji ogarnęło mnie tak bardzo wyczekiwane uczucie szczęścia. Błogostan. Gęba sama się śmiała.

Wróciłam na imprezę z przyklejonym uśmiechem  na twarzy. W tamtym momencie nic nie  mogło go zniweczyć.

– Kupiłaś?

-Tak – odparłam spokojnie, a w środku wszystko we mnie tańczyło…

Mam bilet do Delhi!!!

 

 

A jednak! Szarawary znów polecą


Dostałam je od Grashki. Przyniosła kiedyś, na próbę zespołu An Najma, takie różne orientalne ciuchy. Pozbywała się ich. I oto one!   Od razu wpadły mi w oko. Czerwone, wzorzyste, dwuwarstwowe, szerokie szarawary! Od pierwszego wejrzenia obdarzyłam je szczerym uczuciem przywiązania. Może nie nadawały się na scenę, ale na próbach tańcowało się w nich wybornie.

– Ubierasz się stylowo – komentowali Hindusi, kiedy po raz pierwszy zabrałam je do Indii.

Nie, ja nigdy się stylowo nie ubierałam. Nie mam pojęcia o modzie i nigdy mnie ona specjalnie nie interesowała.

Zawsze jednak sięgałam po  taką odzież, która sprawiała mi radochę, która była niepowtarzalna, jedyna w swojm rodzaju, która niosła w sobie jakieś przesłanie. Dlatego często może wyglądałam dziwacznie. Lubiłam ciuchy z „second handu”, z przeceny lub darmowe 🙂

I tak mi zostało do dziś. Szmaty, lumpy, fatałaszki – lubię pogrzebać w starociach, bo zawsze znajdę jakiś „ skarb”.

Który to już raz? Piąty! Piąty raz pakuję czerwone szarawary do plecaka. Tak, tak! Dobrze czytacie. Znów pakuję plecak! A co to znaczy? To znaczy, że złapałam pomyślne wiatry w żagle i kolejny raz nakierowałam  ster mojej życiowej „ łajby” na Indie! Huragany, które szalały nad moją głową przycichły. Niesie mnie ciepły prąd w stronę przecudnej kokosowej zatoki!

Dzięki Ci dobry Boże, mój Ojcze ❤️

Ostania prosta – pakowanie

Wizę do Indii załatwia się teraz zupełnie inaczej. Formularz trzeba wypełnić  online, dodać skan zdjęcia i paszportu, zapłacić kartą i poczekać. Ja czekałam tylko kilkanaście godzin i otrzymałam maila, że moje podanie o wizę zostało pozytywnie rozpatrzone. Przed wylotem trzeba wydrukować potwierdzenie i okazać na lotnisku w Indiach – tym razem ląduję w Bengalore.

Tymczasem  jestem na ostaniej  prostej – pakuję torbę podróżną.

Wybrałam Air Asia z Bengalore do Visakhapatnam i mogę mieć bagaż do 32 kg. Bardzo się cieszę, gdyż do tej pory latałam liniami, gdzie był limit 20 lub 15 kilo na linie krajowe.

Wiem….mam wiecej niż dwa tygodnie, a już się pakuję…. Tak już mam. Zawsze muszę się dobrze przygotować i nie cierpię robienia wszystkiego  na ostatnią chwilę.

Kiedy bukowałam bilety powrotne, to kupiłam lot o 24 godziny wcześiejszy, czyli zamiast 13-go wylatywać, to wylatuję 12-go….no ale już zmieniono godziny przylotu do Bengalore więc będę czekać tylko 20 godzin. 😉 😉

No bo nie sztuką jest  polecieć na urlop, ale sztuką jest z tego urlopu cało wrócić. 😀 😀

Zaszufladkowano do kategorii Indie

Szczepienia przed wyjazdem do Indii – jak to wygląda w UK?

Szczepienia są dobrowolne. Trzeba zgłosić się do swojej przychodni, wypełnić formularz i czekać na telefon od pielęgniarki. Moja zadzwoniła raz. Nie mogłam odebrać, a ona więcej się nie odezwała. Musiałam więc sama pofatygować się do lecznicy, aby przypomnieć w recepcji o swoich szczepieniach. Umówiono mnie na następny dzień. Myślałam, że tylko na rozmowę itp. Wzięłam swoją książeczkę tropikalnych szczepień. Pani skserowała sobie istotną stronę , po czym zasugerowała, że dobrze byłoby zaszczepić się przeciw polio i durowi brzusznemu.

-Teraz?

-Tak – stwierdziła lekko zdziwionym tonem otwierając szafkę i wyciągajac dwa różne pudełeczka ze szczepionkami

– A ile to będzie kosztować?

– Nic

– A mogę tak przyjąć te szczepienia, bez wcześniejszych badań lekarskich?

– Jak się pani źle czuje, może przyjść kiedy indziej

Nie czułam się źle, troszkę pociągałam nosem, ale raczej w porządku. Obawiałam się czy te dwie szczepionki to nie za dużo jak na jeden raz, czy będę mogła jutro pracować itp itd. Pani cały czas grzecznie odpowiadała na moje pytania, ale minę miała lekko zdziwioną i zniecierpliwioną. Może nikt inny jej pytań nie zadaje, tylko ja?

Bach, bach i już po szczepieniu.

Czuję się super!

Rożnica jest taka, że w Polsce trzeba za nie słono płacić, tutaj są za darmo, no i nikt nie przejmuje się zaświadczeniem lekarskim  o dobrym stanie zdrowia, ważnym przez dwadzieścia cztery godziny…Joł!

Zaszufladkowano do kategorii Indie

Kolejny krok bliżej Indii

Bilety z Bangalore do Visakhapatnam – kupione.

Jakiś niepokój mnie naszedł, kiedy miałam bukować powrotny. Ostatnim razem  mieliśmy sporo niespodzianek z samolotami. Kupiłam o dzień wcześniejszy lot. Coś wykombinuję w Bangalore. Odwiedze kogoś, lub zwiedzę kawałek miasta. Zobaczymy.

Najważniejsze dla mnie to wrócić do moich dzieci.

Zgłosiłam się do tutejszej przychodni w związku ze szczepieniami przeciwko chorobom tropikalnym. Dobrze, że mam Międzynarodową Książeczkę Szczepień to będzie łatwo ustalić co mam teraz przyjąć. Wypada, że to będzie dur brzuszny- czekam na telefon od pielęgniarki.

A poza tym co nowego?

Dołączy do mnie Artur. Przyleci z Delhi na tydzień i będzie prowadził z dziećmi warsztaty klasycznego tańca indyjskiego – kathaku.

Tzn jak kupi bilet to przyleci…

Kilka dni temu prezydent Modi wprowadził reformę  walutową i wycofał nominały 500, 1000 rupi, zamieniając je na nowe 500, 2000 rupi.

Ot tak, z dnia na dzień.

Nowych banknotów brak.

Bankomaty, banki, punkty odbioru przekazów pieniężnych nie mają wystarczającej ilości nowych pieniędzy….

A Indie to duże państwo jest i dużo ludzi chce nowej kasy….

Jakiś miliard…..

Zaszufladkowano do kategorii Indie

Indie po raz czwarty

Dziś zabukowałam bilet na moją kolejną, czwartą podróż do Indii.  Tym razem startuję z Manchesteru do Bengalore i dalej do  Vishakhspatnam. Będę lecieć liniami Emirates, które zdążyłam polubić.

Tak dobrałam loty, abym były znośne. Nie lubię zbyt długich podniebnych wojaży.

Teraz czekają mnie 4 miesiące przygotowań.

Trzeba zakasać rękawy i brać jak najwięcej  nadgodzin.

Każdy grosz się przyda.

Zaszufladkowano do kategorii Indie

Do Indii w styczniu 2017

Zdecydowałam, że polecę sama. Grupa wolontariuszy przeprowadzających projekt KreAzja jest już w Indiach. Do stycznia wiele się z pewnością wydarzy i może uda się nam spotkać gdzieś w Andhra Pradesh. Upodobałam sobie tę krainę. Obszar pomiędzy Rajahmundry a Visakhspatnam to miejsce, które zgłębiam od 2013 roku. Myślę, że parę osób zaraziłam swoją pasją. Ale tym razem chciałabym jeszcze wyraźniej pokazać dlaczego właśnie tam mnie ciągnie.

Ludzie dziś podróżują po całym świecie. Odkrywają i poznają go coraz bardziej.

Ja mam swoje ukochane miejsca w Indiach do których będę wracać, kiedy to tylko będzie możliwe.

Drugą moją miłością jest Pakistan.

Ale tam to może na Wielkanoc….zobaczymy……

Zaszufladkowano do kategorii Indie