Szczepienia przed wyjazdem do Indii – jak to wygląda w UK?

Szczepienia są dobrowolne. Trzeba zgłosić się do swojej przychodni, wypełnić formularz i czekać na telefon od pielęgniarki. Moja zadzwoniła raz. Nie mogłam odebrać, a ona więcej się nie odezwała. Musiałam więc sama pofatygować się do lecznicy, aby przypomnieć w recepcji o swoich szczepieniach. Umówiono mnie na następny dzień. Myślałam, że tylko na rozmowę itp. Wzięłam swoją książeczkę tropikalnych szczepień. Pani skserowała sobie istotną stronę , po czym zasugerowała, że dobrze byłoby zaszczepić się przeciw polio i durowi brzusznemu.

-Teraz?

-Tak – stwierdziła lekko zdziwionym tonem otwierając szafkę i wyciągajac dwa różne pudełeczka ze szczepionkami

– A ile to będzie kosztować?

– Nic

– A mogę tak przyjąć te szczepienia, bez wcześniejszych badań lekarskich?

– Jak się pani źle czuje, może przyjść kiedy indziej

Nie czułam się źle, troszkę pociągałam nosem, ale raczej w porządku. Obawiałam się czy te dwie szczepionki to nie za dużo jak na jeden raz, czy będę mogła jutro pracować itp itd. Pani cały czas grzecznie odpowiadała na moje pytania, ale minę miała lekko zdziwioną i zniecierpliwioną. Może nikt inny jej pytań nie zadaje, tylko ja?

Bach, bach i już po szczepieniu.

Czuję się super!

Rożnica jest taka, że w Polsce trzeba za nie słono płacić, tutaj są za darmo, no i nikt nie przejmuje się zaświadczeniem lekarskim  o dobrym stanie zdrowia, ważnym przez dwadzieścia cztery godziny…Joł!

Zaszufladkowano do kategorii Indie

LIFE church Warrington

Przewracam się z boku na bok. Jeszcze trochę pospać, jeszcze trochę podrzemać. W końcu jest niedziela. Rzadko kiedy mogę się wybyczyć w łóżku.

No, ale nie ma co. Czas narzucić coś na siebie i ruszyć do Thomas Botler High School w Latchford. To pięć minut rowerkiem ode mnie, więc już nie będę się ociągać.

Już dwa lata temu słyszałam o kościele LIFE w Warrington, ale dopiero ostatnio dotarło do mnie, że jest tak blisko mojego domu.

A ja lubię jak coś jest blisko.

Docieram na miejsce. Całe rodziny kierują się do wejścia, więc zgaduję, że to własnie tu.

Przed budynkime wita mnie krępy, ale sympatyczny mężczyzna przedstawiając się jako Lukas. Przedstawiam się również i  po chwili zanurzam się we wnętrzu budynku szkolnego.

W dużej auli już czeka zgromadzony tłum. Kobiety z wózkami, dzieci małe,duże, nastolatki, mężczyźni w dojrzałym wieku, osoby starsze – jednym słowem przekrój społeczeństwa.

Zaczyna się śpiew i muzyka. Od pierwszysch taktów buzia mi się śmieje. Jest dobrze! Nareszcie miejsce, gdzie nie przynudzają!

Muzyka jest tak dobra, że chce się podskakiwać i tańczyć. Mam ochotę wyjść na tył sali i bardziej się poruszać, ale powstrzymuję się. W końcu jestem tu pierwszy raz.

Następują modlitwy, dziękczynienia i na środek wychodzi mówca. Przedstawia się jako pastor, który służy z żoną w Monako. Opowiada w humorystyczny sposób. W pewnym momencie porównuje zachowania ludzi do bellydancerki na emeryturze, stwierdzając, że pewnie na sali jest emerytowana belydancerka.

Ludzi ogarnia śmiech, a ja już macham  do niego ręką.

Po spotkaniu podbiega do mnie Lukas – okazuje się, że jest pastorem w tym kościele. Na co ja mówię, że jestem tą emerytowaną bellydancerką. Chociaż, prawda jest taka, że bellydancerki niegdy nie odchodzą na emeryturę, tańczą do końca swoich dni.

Lukas tak się ucieszył, kiedy dowiedział się iż jestem tu pierwszy raz, że postanowił mi sprawić prezent.

Akurat lider grupy muzycznej sprzedawał swoją płytę za 6 funtów.

-To ja biegnę kupić Ci to CD!

Po chwili wrócił wręczając mi upominek.

Uśmiech nie odstępowal  z mojej twarzy już do końca.

Lukas ujął mnie swoją postawą, pasją i serdecznością.

Atmosfera w tym miejscu jest fantastyczna.

Chce mi się tutaj wrócić jeszcze raz.

To co najważniejsze

Poszukiwanie Boga  rozpoczęłam w najmłodszych latach mego życia. Zawsze zadawałam pytania typu: ” Skąd się wziął świat? Co było zanim mnie nie było? Czy Bóg istnieje?Jaki jest Bóg?” itp itd. Ot, taki mały filozof ze mnie był. Chodząc na lekcje religii nie omieszkałam zadawać dociekliwych  pytań księżom, zakonnicom. Cóż…nie potrafili niestety zaspokoić mojej żądzy  wiedzy.  W wieku dziesięciu lat zaczęłam więc sama czytać różne książki – szczególnie na temat starożytnych religii, ufologii itp. Zafascynowałam się starożytnym Egiptem na całego. Przestałam chodzić do kościoła katolickiego. Prędko zaczęłam wierzyć w reinkarnację,  modlić się do starożytnej bogini Izydy, wierząc, że byłam kiedyś jej kapłanką….jednym słowem totalnie „odleciałam”.  Zawsze miałam bujną fantazję, wymyślałam więc niestworzone rzeczy, w które wierzyłam. Zatracałam granice między prawdą a fikcją. W wieku 15 lat zamieszkałam w internacie, w jednym pokoju z siedmioma koleżankami.  Modne było wówczas wywoływanie duchów. Siadałyśmy z talerzykiem i alfabetem napisanym na białej kartce i wywoływałyśmy duchy. Okazało się, że mam do tego duże predyspozycje i szybko zostałam medium…Jeśli ktoś miał do czynienia ze spirytyzmem wie o co chodzi… Miałam  wtedy 15 lat, byłam na prostej drodze do schizofrenii, spirytystyczne medium, w dodatku gryzły mnie wyrzuty sumienia z powodu różnych moich  występków. Patrzyłam na moje koleżanki z pokoju. Normalne dziewczyny, chodzące na dyskoteki, uczące się, biegające po sklepach, umawiające się w chłopakami. Też chodziłam na dyskoteki, też biegałam po sklepach, też umawiałam się z chłopakami, ale wciągałam ich w spirytystyczne bagno, w świat mojej fantazji, imaginacji, fikcji i kłamstwa.  Było mi z tym źle. Chciałam być normalna. Nie chciałam, aby mówiono o mnie „głupia”.   Pewnego popołudnia, gdy byłam sama w pokoju w internacie, uklęknęłam na moim łóżku i zawołałam: ” Boże, jeżeli jesteś objaw mi się !”

Nastąpiły pewne zmiany w moim życiu – zmieniłam szkołę, gdyż moi rodzice znów się przeprowadzili. Nikt tutaj nie wiedział o moich okultystycznych poczynaniach, a ja  zaczęłam czytać książki religijne. Naprawdę szukałam odpowiedzi. Pewnego dnia odpowiedź nadeszła.

Był to pierwszy dzień wakacji: 27.06.1987 roku. Moja mama przyniosła mi pewną ulotkę wracając z miasta, zachęcającą do przyjścia na  chrześcijańskie spotkanie. Miało się ono odbyć w muszli koncertowej przed Domem Kultury. Mama zawsze dbała o naszą edukację kulturalną, wiec musiałam pójść.  Nie czułam się dobrze tego dnia, dokuczał mi wrzód żołądka.  Ale wzięłam młodszą siostrę i poszłyśmy.  Po pierwsze zobaczyłam młodych ludzi, niesamowicie radosnych, życzliwych, którzy wznosili ręce w górę i wychwalali Jezusa. Jezusa?? Tego, którym ja tak gardziłam??  Emanowało z nich coś tak niezwykłego, że zaczęłam słuchać z wielką uwagą.  Usłyszałam bardzo wiele ciekawych rzeczy  o Jezusie.  Nie mówili   o słabym, malutkim dzieciątku, czy o martwym, wiszącym na krzyżu człowieku, ale o  nauczycielu, uzdrowicielu, cudotwórcy. To było nowe  w moich uszach.  Młodzi ludzie opowiadali, o tym jak Jezus zmienił ich życie. Kiedy usłyszałam słowa z Biblii : ” Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe. ” (2 Kor 5:17) – o jak bardzo zapragnęłam mieć nowe życie !

Kiedy padło wezwanie, wybiegłam na scenę: ” Tak chcę oddać życie Jezusowi !! Tak, chcę żyć dla niego !! ” – wszystko we mnie krzyczało.

Tego dnia poczułam jakby spadły ze mnie wielkie kamienie, ciężar win  zniknął. Byłam wolna jak ptak. Leciałam do domu jak na skrzydłach. W sercu pojawiła się wielka miłość do ludzi, do rodziców,  do rodzeństwa, do  wszystkich !  Jezus uzdrowił mnie z choroby  wrzodowej żołądka. Mogłam jeść wszystko bez bólu.   Kłamstwo prysnęło w jednej chwili. Wewnątrz przyszło wielkie pragnienie prawdy i miłość do niej.  W jednym dniu wszystko co złe  odeszło, stałam się nowym człowiekiem. Miałam wówczas 16,5 lat . Jezus znalazł mnie na początku mojej życiowej drogi. Jest wiernie ze mną 25 lat.  Uratował mnie i nadal ratuje.  Jest moim Panem i Zbawicielem i moim pragnieniem jest ,aby  tak było do końca moich dni.

Kolejny krok bliżej Indii

Bilety z Bangalore do Visakhapatnam – kupione.

Jakiś niepokój mnie naszedł, kiedy miałam bukować powrotny. Ostatnim razem  mieliśmy sporo niespodzianek z samolotami. Kupiłam o dzień wcześniejszy lot. Coś wykombinuję w Bangalore. Odwiedze kogoś, lub zwiedzę kawałek miasta. Zobaczymy.

Najważniejsze dla mnie to wrócić do moich dzieci.

Zgłosiłam się do tutejszej przychodni w związku ze szczepieniami przeciwko chorobom tropikalnym. Dobrze, że mam Międzynarodową Książeczkę Szczepień to będzie łatwo ustalić co mam teraz przyjąć. Wypada, że to będzie dur brzuszny- czekam na telefon od pielęgniarki.

A poza tym co nowego?

Dołączy do mnie Artur. Przyleci z Delhi na tydzień i będzie prowadził z dziećmi warsztaty klasycznego tańca indyjskiego – kathaku.

Tzn jak kupi bilet to przyleci…

Kilka dni temu prezydent Modi wprowadził reformę  walutową i wycofał nominały 500, 1000 rupi, zamieniając je na nowe 500, 2000 rupi.

Ot tak, z dnia na dzień.

Nowych banknotów brak.

Bankomaty, banki, punkty odbioru przekazów pieniężnych nie mają wystarczającej ilości nowych pieniędzy….

A Indie to duże państwo jest i dużo ludzi chce nowej kasy….

Jakiś miliard…..

Zaszufladkowano do kategorii Indie

Indie po raz czwarty

Dziś zabukowałam bilet na moją kolejną, czwartą podróż do Indii.  Tym razem startuję z Manchesteru do Bengalore i dalej do  Vishakhspatnam. Będę lecieć liniami Emirates, które zdążyłam polubić.

Tak dobrałam loty, abym były znośne. Nie lubię zbyt długich podniebnych wojaży.

Teraz czekają mnie 4 miesiące przygotowań.

Trzeba zakasać rękawy i brać jak najwięcej  nadgodzin.

Każdy grosz się przyda.

Zaszufladkowano do kategorii Indie

Zamknięcie programu adopcji serca w Indiach

Od trzech lat prowadziliśmy program adopcji serca w kilku ośrodkach w Indiach. Co miesiąc opiekunowie z Polski wysyłali swoim podopiecznym kwotę 100 zł, która wystarczała na zaspokojenie ich podstawowych potrzeb.

Zeszłego roku zakończyłam ten  projekt w Nakkapalli i Prathipadu. A teraz także i w Dommeru.

Krótko mówiąc – adopcja nie wypaliła.

Moje wnioski są takie, że aby móc prowadzić rzetelnie taką działalność trzeba być tam na miejscu, mieszkać tam, a nie wpadać raz w roku na krótki czas.

Jeśli adopcję serca zostawimy Hindusom, będą robili to po hindusku, ze swoją zdolnością do opowiadania bajek o sierotkach, wytwarzania różnorodnych papierków i  zaświadczeń o jakie ich poprosimy, niestety nie mających nic wspólnego z rzeczywistością.

Jeżeli więc  coś nie działa to należy to zostawić.

Najlepiej skupić się na tych projektach, które się sprawdziły.

WEMP czyli  wyprawa edukacyjna z młodzieżą polską do Indii – to był świetny pomysł. Zaowocował tym, że młodzież sama wyruszyła do Azji, aby przeprowadzać warsztaty edukacyjne z dziećmi. Aktualnie realizowany jest ich samodzielny projekt – KreAzja.

Projekt „Mleczny bawół” jest też udany. Dzieciaki uczą się dbać o bawolicę Gangę.

W planach jest kupno kolejnych zwierząt i otwarcie punktu mleczarskiego.

Mój wniosek na temat Indii jest taki, że przekazywanie darów i pieniężnych datków to tylko doraźna pomoc.

To co należy wspierać to edukacja i lokalny biznes.

I na tym się skoncentrujemy  teraz i w następnym  roku.

Do Indii w styczniu 2017

Zdecydowałam, że polecę sama. Grupa wolontariuszy przeprowadzających projekt KreAzja jest już w Indiach. Do stycznia wiele się z pewnością wydarzy i może uda się nam spotkać gdzieś w Andhra Pradesh. Upodobałam sobie tę krainę. Obszar pomiędzy Rajahmundry a Visakhspatnam to miejsce, które zgłębiam od 2013 roku. Myślę, że parę osób zaraziłam swoją pasją. Ale tym razem chciałabym jeszcze wyraźniej pokazać dlaczego właśnie tam mnie ciągnie.

Ludzie dziś podróżują po całym świecie. Odkrywają i poznają go coraz bardziej.

Ja mam swoje ukochane miejsca w Indiach do których będę wracać, kiedy to tylko będzie możliwe.

Drugą moją miłością jest Pakistan.

Ale tam to może na Wielkanoc….zobaczymy……

Zaszufladkowano do kategorii Indie

Kiedyś wrócimy do Polski

Ostatnie dziesięć dni spędziłam z dwójką moich dzieci w Polsce.

Lasy, pola, rzeki, jeziora, piękna pogoda – było wspaniale!  Wszyscy odpoczywaliśmy psychicznie – w swoim kraju, jako pełnoprawni obywatele, wśród rodziny i przyjaciół. Tutaj czujemy się najlepiej.

Gdybym tylko jeszcze mogła godnie zarobić na utrzymanie i edukacje moich dzieci to nigdzie bym nie emigrowała.

W Anglii sytuacja się zmieniła. Dla Polaków nastały tutaj trudniejsze czasy.

Stosunek brytyjskiego społeczeństwa się zmienił, pod wpływem tego co głosili politycy pragnący Brexitu.

Najbiedniejsza, niewyedukowana klasa, oraz emeryci zagłosowali przeciwko pozostaniu w Unii Europejskiej. Całą swoją gorycz skupili na imigrantach z Europy Wschodniej, szczególnie na Polakach. Tę niechęć się wyraźnie odczuwa. zdarzają się ataki, pobicia, morderstwa na tle narodowościowym. Dziś interweniowali polscy ministrowie, ale wydaje się że rząd angielski tę sprawę bagatelizuje, lub wręcz ignoruje.

Tak więc pomieszkamy tutaj jeszcze tyle ile się da, a jak już się nie da to wrócimy do naszego pięknego kraju.

Jestem dobrej myśli. Wszystko się ułoży…

I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom

Natura ludzka jest ułomna. Mówi się o jej dwoistości. Chcemy czynić dobrze, ale mamy skłonności do złego.Wszyscy. Bez wyjątku.

Porządnym człowiek myśli sobie, że jest dobry. Z politowaniem, albo nawet z pogardą patrzy na wykolejeńców, na margines społeczny.

Cóż, zdarzało się i mnie tak postrzegać innych. Kiedy potrafiłam opanować swoje słabości, kiedy dbałam o dobry tzw „kręgosłup moralny”, kiedy byłam miła, uprzejma, życzliwa, czułam się prawie święta.

Kiedy plany i zamierzenia się udawały, wszystko szło dobrze myślałam o sobie – ja należę do tych wybranych, szczególnych, wyjątkowych ludzi….

Lecz nagle „noga mi się podwijała” to tu,  to tam i bach. Leżałam raz, drugi, trzeci. Wstawałam, nabierałam siły. A potem znowu bach, bach, BACH!

Uczucie siedzenia z czarnej dziurze, czy  w dole z którego nie ma wyjścia, beznadziejność, frustracja, depresja dopadało mnie  jak chmara  wygłodniałych kruków i wron.

Z jednej strony czynisz dobrze, aż tu nagle zaskoczony jesteś samym sobą, kiedy widzisz, że stać cię na coś zupełnie odwrotnego.

Nie lubimy o tym mówić. Nie lubimy mówić o naszej ciemnej stronie.

Inni owszem. Zawsze najpierw zauważą nasze wady i słabości. Nasze tzw grzechy.

Kiedy zdarzy Ci się popełnić coś podłego, masz wyrzuty sumienia, to wołasz do Boga ( o ile w Niego wierzysz), aby Ci wybaczył.

Jednocześnie ciągle nosisz w sercu złość na tych, którzy skrzywdzili cię, zawiedli, zranili.

Nie ma innej rady, jak  tylko wybaczyć im całe zło. Jeśli chcesz Bożego przebaczenia musisz przebaczyć swoim krzywdzicielom.

Myślę o tych, którzy oszukali, okradli, wykorzystali i terroryzowali mnie w życiu.

Odpuszczam im. Ja jestem taka sama jak oni. Też mam swoje  za skórą.

Ja żałuję. Oni żałują. Trzeba  wybaczyć sobie nawzajem,  iść i żyć dalej. Budować lepszy świat.

Przynajmniej ten swój. 😉

Bo jeśli odpuścicie ludziom upadki ich, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski;  A jeśli nie odpuścicie ludziom upadków ich, i Ojciec wasz nie odpuści wam upadków waszych.”  Ew. Mateusza 6-14,15

Zaszufladkowano do kategorii Biblia

Czerwiec pełen wrażeń

Minął czerwiec. Już dawno w żadnym miesiącu tyle się nie wydarzyło.

Najpierw rozchorował się nasz pies, dostał wewnętrznego krwotoku i niestety zdechł. Był z nami 13 lat, dzieci przy nim dorastały, Andrzej przywiózł go do Anglii naszym busem… Prawdopodobnie miał jakiegoś guza na nerkach, tak sugerowała tutejsza weterynarz na podstawie symptomów. Leczenie byłoby żmudne, czasochłonne, a i tak nie gwarantowałoby poprawy, więc nie zdecydowałam się.

Smutno było nam wszystkim kiedy Rudi odszedł, w domu pusto…

Na pocieszenie  kupiliśmy świnki morskie. Oczywiście nie zastąpią psa, ale już dają nam wiele radości. Takie dwie niunie, słodziutkie, milusie. Nasze nowe pupilki.

Zatańczyłam, chyba po raz ostatni na 25 rocznicy ślubu mojej koleżanki z pracy. Było  ponad dwustu gości, prawie sami Hindusi. Moje bellydancowe show bardzo im się podobało….

W połowie czerwca odwiedziła mnie siostra z siostrzeńcem oraz mamą. Spędziliśmy cały jeden dzień w Guliver’s World. To takie tutejsze,  ogromne wesołe miasteczko. Bardzo dobre dla dzieci i dorosłych.

23 czerwca – historyczne referendum i na horyzoncie Brexit.

Tak, czuje się tutaj niechęć do Polaków. W mojej pracy gęsta atmosfera. Raczej nie wdawałam się w dyskusje Anglików na temat głosowania, ale wielu powtarzało, że nie chcą tutaj imigrantów, zwłaszcza Polaków itp…

Nawet w kościele spotkałam się z komentarzami świadczącymi, że Anglicy mają pełno uprzedzeń co do imigrantów….

Z przyjemniejszych rzeczy jakie wydarzyły się w czerwcu to  zapisałam się i uczęszczam raz w tygodniu na  Krav Magę – izraelską sztukę samoobrony. Jest ostro! Nie wiem jak długo dam radę.

Ścięłam włosy.

Zapisałam się też do  tutejszego klubu sportowego i  w celach rekreacyjnych pływam sobie.

Z życia trzeba umieć korzystać jak się da i kiedy się da.